jajacekblog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(8)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy jajacek.bikestats.pl

linki

Vrbatova Bouda

Sobota, 10 września 2011 Kategoria 2011 Jesieniki - Karkonosze, 50-100 km, Challenge BIG
Km: 89.40 Km teren: 0.00 Czas: 04:15 km/h: 21.04
Pr. maks.: 60.00 Temperatura: 15.0°C HRmax: 159159 ( 85%) HRavg 130( 70%)
Kalorie: kcal Podjazdy: 1710m Aktywność: Jazda na rowerze
W kolejnym dniu urlopu zamierzamy pokonać drugi najtrudniejszy podjazd Karkonoszy Vrbatova Bouda. Ponieważ po kilku ciężkich dniach zaczynamy odczuwać coraz większe zmęczenie to żeby sobie ułatwić sprawę decydujemy się podjechać ponad 40 km samochodem do Harrachova żeby nie musieć pokonywać zbyt dużej ilości kilometrów. Podjeżdżając pod przełęcz Szklarską mijamy szosowca ubranego w cienką koszulkę z długim rękawem i krótkie spodenki. Wkrótce po zaparkowaniu samochodu pod hotelem Karolina w którym mieszkałem będąc tu w maju, ten sam szosowiec nas mija. Prognozy pogody były niezłe, rano na naszym balkonie było 14 stopni ale na wszelki wypadek nauczeni poprzednim dniem byliśmy ubrani w potówki, koszulki z krótkim rękawem, rękawki i nogawki. Parędziesiąt metrów po rozpoczęciu zjazdu decydujemy się stanąć i założyć jednak kurtki bo jest nam zimno. Po paru km na światłach na których jest ruch wahadłowy doganiamy mijanego szosowca i nawiązujemy rozmowę. Okazuje się że jest to 63-letni Ślązak z Zabrza, mieszkający w Hamburgu ale mający dom w Szklarskiej Porębie ponieważ uwielbia tu jeździć na rowerze i biegać na nartach biegowych. Uzgadniamy że spróbujemy pojechać razem do Jilemnic skąd zaczyna się podjazd na Vrbatową Boudę. Gość okazuje się nieźle wycieniowany i strasznie wyjeżdżony. Brał niedawno udział w 200 kilometrowym maratonie po Alpach i maratonie w Szwecji na którym przejechał ponad 300km w niezłym tempie. Naciąga nas mocno ale do Jilemnic utrzymujemy mu koło. Tuż po rozpoczęciu podjazdu tempo jest dla mnie za szybkie i puszczam koło. Fox próbuje gonić Ślązaka ale też po jakimś czasie nie daje rady. Za chwile po tym jak się robi wypłaszczenie zjeżdżamy się wszyscy razem i za chwilę stajemy bo Marian musi wracać. Wymieniamy się kontaktami i już we dwójkę jedziemy sami z Foxem dalej. Ten odcinek drogi należy do najładniejszych jakie widziałem. Jedziemy cały czas w pięknym lesie wśród gór wzdłuż rzeki wyśmienitym, szerokim asfaltem. Po drodze spotykamy a głównie mijamy dużo rowerzystów. Po jakimś czasie dojeżdżamy do jakiegoś parkingu za którym jakość parkingu się pogarsza a nachylenie znacznie zwiększa. Zaczynam łapać rytm i pomału odjeżdżam Foxowi. po kolejnych kilku kilometrach kolejny parking a za nim znaczne zwężenie i kolejne pogorszenie asfaltu. Stąd mnóstwo ludzi zmierza na samą górę. Po kilkuset metrach zaczyna się kompletne mleko i coraz większy chłód i wiatr. Widoczność spada do 50 metrów. Podjazd ciągnie się niemiłosiernie. Musze manewrować między ludźmi uważając na coraz częstsze dziury w asfalcie. W końcu wreszcie dojeżdżam do szczytu przełęczy i schroniska Vrbatova Bouda znajdującego się na wysokości 1395m. Fox dojeżdża ze stratą 2 minuty. Przjeżdżamy jeszcze kiloemetr asfaltem bo tak mi pokazuje Garmin ale nic dalej nie ma tylko piżdziawka, mgła i zjazd gdzieś w dół. Później dowiedzieliśmy się że można dojechać do kolejnej przełęczy, bodajże Łabskiej ale chyba droga dalej nigdzie nie prowadzi. Wracamy do schroniska gdzie wciągam dwie czekolady na gorąco a Fox herbatę i po paru minutach i ubraniu się we wszystko co mamy rozpoczynamy bardzo nieprzyjemny zjazd. Okulary momentalnie parują, widoczność fatalna podobnie jak i asfalt, ludzie po drodze i zakręty więc zjeżdżamy bardzo powoli trzymając cały czas za obie klamki hamulców. Po paru km dojeżdżamy do pierwszego parkingu a po krótkiej przerwie kolejne kilka km do drugiego. Stąd rozpoczyna się znów piękny i szeroki asfalt i zjeżdżamy aż do krzyżówki gdzie skręcamy w stronę Rokytnice nad Izeru. Od razu zaczyna się ostry podjazd. Ponieważ mięśnie mam totalnie wychłodzone podczas zjazdu jak tylko mocniej depnąłem dostałem skurczu w czworogłowca. Wciągam magnez w płynie i po chwili ruszam. Jedziemy pięknym świeżo położonym asfaltem przez kilka km pięknym lasem. Po drodze dużo rowerzystów. Po jakimś czasie zaczynają się rewelacyjne zjazdy aż do Rokytnice. Miasteczko jest podobno znanym czeskim kurortem sportów zimowych. Na nas sprawia fatalne wrażenie. Pełno tu jakichś opuszczonych, wypalonych fabryk, krajobraz jak po wojnie. W miasteczku bardzo kiepskie nawierzchnie, cały czas zjazd trzeba bardzo uważać na garby i dziury. Po pewnym czasie docieramy do głownej drogi na Harrachov którą już dwa razy jechaliśmy. Ostatnie dziesięć kilometrów jest trochę pod górę i ciężko nam idzie. Ja w każdym razie jestem totalnie wyjechany. Nie mam już checi nic dokręcać. Docieramy do samochodu i jak najszybciej zbieramy się z powrotem. Po drodze nabywamy regeneracyjne czeskie wyroby piwne i wracamy z powrotem. Jak po potrząśnięciu magiczną różdżką po polskiej stronie znowu ciepło i słonecznie podczas kiedy po czeskiej marźliśmy i jechaliśmy cały czas w bezsłonecznej pogodzie z przelotnymi mżawkami. Plan wyjazdu zrealizowany z mojej strony w 100%. Po odpoczynku postaramy się w kolejne dni jeździć głównie dla przyjemności.

Ślad GPS:

komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa egoob
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]

kategorie bloga

Moje rowery

Specialized Roubaix SL2 Campagnolo Centaur Triple 1986 km
Specialized CrossTrail Expert Disc
Trekking Bulls Comp 4.85 26529 km
Szosa (b'Twin Sport 3) 26683 km
Trenażer Tacx Cycleforce One 687 km

szukaj

archiwum